Posted by: admin on: listopad 12, 2008
Uwodzenie nie jest sprawa prostą, powiem więcej — uwodzenie jest
sztuką, a tacy legendarni uwodziciele, jak Don Juan de Marco czy
Casanova niewątpliwie w swojej branży stali się artystami, sztukmistrzami
i wirtuozami. Oczywiście pomijam fakt, że zahacza się tutaj
o pewne, seksuologom bliżej znane syndromy, zdobywanie kobiet dla
samego tylko faktu zdobycia jest bowiem przejawem poważnych zaburzeń
osobowości. Tutaj nie o to chodzi. Jednak prawdziwy mężczyzna
to taki, który umie sobie radzić z kobietami na rożnych polach
eksploatacji — w pracy, na ulicy, w dyskotece, w łóżku i w kawiarni.
Dlatego też warto, abyś co nieco wiedział o uwodzeniu. Uwodząc,
podrywając i umawiając się na randki, wreszcie trafisz —
i mam na to głęboką nadzieję — na kobietę wartą Ciebie, właśnie tę
jedyną, z którą zechcesz spędzić najbliższe lata w szczęściu, dobrobycie
i uśmiechu. I dlatego o tym piszę. Mężczyzna bez partnerki jest
bowiem jak drzewo bez liści i pustynia bez piasku. Tak samo jest też
z kobietami — zostaliśmy stworzeni po to, aby być razem, ale aby tak
się stało, najpierw trzeba się poznać. Jest też teoria — wymyślił ją,
o ile mnie pamięć nie myli, Platon — która mi się bardzo podoba
i pozwolę sobie ją przytoczyć. Otóż Grek ten twierdził, że każdy człowiek
na ziemi jest tylko połówką — połówką całości, i rozdzielony tak
na dwie dusze, żyje sobie w nieświadomości, a jego duch krąży po
meandrach tego padołu i nieustannie szuka tej drugiej części. Oby
tak było naprawdę, bo kiedy spotka tę druga połówkę, wtedy wreszcie
będzie szczęśliwy. Tego Ci życzę najbardziej. Ale to jest filozofia…
A rzeczywistość? Hm, jest kilka problemów, które napotykają szkolący
się w arkanach sztuki uwodzenia.
Chyba najgorsze, co może spotkać mężczyznę, to syndrom „miłego”
lub „przyjaciela”. Owszem, przyjaźń jest niezwykle ważnym uczuciem,
cennym i wyjątkowym — niektórzy twierdzą nawet, że przyjaźń
jest rodzajem miłości, przy czym bez pociągu seksualnego, który
wszystko komplikuje, i jeśli tak jest, to prawdopodobnie dlatego
przyjaźnie są raczej monopłciowe. Coś w tym jest, bo niezwykle rzadko
zdarza się prawdziwa przyjaźń pomiędzy mężczyzną a kobietą.
Niestety najczęściej jest tak, że przyjaźń ta kończy się po przekroczeniu
pewnej subtelnej granicy bycia ze sobą blisko. Zwykle wszystko
komplikuje jakieś bliżej nieokreślone zbliżenie fizyczne, kiedy okazuje
się, że jedno z przyjaciół tak naprawdę kocha — wtedy pryska czar
i raptem dowiadujemy się, że oto nie była to wcale przyjaźń. Przykra
sprawa. Często jest tak, że zakochany mężczyzna spotyka swoją
„przyjaciółkę”, przez długie lata utrzymując znajomość, bo zdaje sobie
sprawę, że jego wysiłki w uwiedzeniu jej są bezcelowe, ale kocha
ją tak mocno, że w obawie przed utratą tej chociaż namiastki kochanki
— milczy i niesie swój ciężki krzyż przez wiele lat. Czasem bywa
też odwrotnie. Ale wszystko to dowodzi, że prawdziwa, czysta
przyjaźń różnopłciowa jest zjawiskiem tak rzadkim, jak zorza polarna
w Mozambiku. Jest możliwość, że taka znajomość ma rację bytu,
ale nikogo nie krzywdząc, powiem, że jest to sytuacja marginalna —
wtedy, kiedy oboje z takiej pary są miłośnikami tej samej płci. Zatem
chyba nie ma nic gorszego niż słowa:
XXX — jesteś bardzo miłym facetem, ale…
albo:
Uważam, że jesteś wspaniałym mężczyzną i nasza znajomość jest
wyjątkowa, ale wolałabym, abyśmy zostali przyjaciółmi…
Fragment z książki : “Prawdziwy mężczyzna”
Autor:Malwina Gartner
Ciąg dalszy wkrótce…